Najnowsze wpisy


mar 14 2004 po przerwie
Komentarze: 0

Co mogłabym napisać po tak długiej przerwie? Właściwie to nie mam sobie za dużo do powiedzenia, obraziłam się :P Tak, tak, dobrze wiem za co… Za to, że jestem beznadziejnie niezdecydowaną bajkopisarką, która wyobraża sobie niewiadomo co po jednym wieczorze:(((( Pocieszam się tylko tym, że aż tak strasznie nie wypadłam „dzień po”, jak to ładnie się określa; było fatalnie, ale przecież zawsze mogło być gorzej:) Nikt mi nie obiecywał, że będzie łatwo:) Ale poza tym, czy naprawdę się myliłam? W końcu znam parę faktów, cóż, może nie do końca wiarygodnych, ale zawsze to coś, „wciąż rozumek ma oparcie, jeszcze nikt go nie wydymał”, może się jeszcze miło zaskoczę…

A tak poza rozbabranym serduchem i moralnym kacem co u mnie nowego? Chyba tylko potworny żal, żal, że mnie TAM nie było… Niestety, trochę za późno zabrałam się za przekonywanie wszystkich, że tak długo na to czekałam i po prostu nie mogą mi tego zrobić, że muszę, chcę, bardzo, bardzo. I jak wszystko było już ustalone, przełożone, zaplanowane, dopięte na ostatni guzik, okazało się, że jest już sobota, 13 marca, godzina 11, a ja jestem 40 km od Katowic zupełnie nie wiedząc co dalej. Jak już się pozbierałam z szoku i zostałam przekonana, że już za późno, jedynym pocieszeniem były trzy telefony za zdziwieniem w głosie: „O! W domciu?! Tak, tak, przepraszam, to strasznie niesprawiedliwe i okropne, ale wiesz, właściwie to… świetnie się składa!”. I tak spędziłam kolejny płaczliwy wieczór nad piwkiem i fajeczką, standardzik, w towarzystwie, hmmm, powiedzmy częściowo, przyjemnym. A miało być tak pięknie! Nienawidzę się!!!

I tym optymistycznym akcentem zakończę te brednie.

 

nathania : :
sty 20 2004 :(
Komentarze: 1

Rozrywana przez dwie przeciwne strony mojego serducha… Nie wiem kim jestem, kim chciałabym być, nie wiem nawet tak do końca kim byłam. Nie potrafię spać, noc mnie męczy… W dzień nie jestem sobą. Niby się bawię, cieszę, żartuję, ale coraz częściej łapię się na udawaniu. Taka jestem wesoła, śmieszna, poważna, litościwa, w zależności czego rozmówca ode mnie oczekuje, a tak naprawdę nie wiem czego sama od siebie oczekuję. Oczywiście, wydaje mi się, że wiem jaka chciałabym być, tylko że nic mi się nie chce w tej kwestii zrobić. No i właśnie…

Ufff, ale się wybebeszyłam! No jestem z siebie dumna! Czasem takie pomamranie sobie trochę pomaga, pomamrałam więc sobie i poczekam na efekty. Po prostu nie mam w tym momencie innych problemów, oprócz standardowego użalania się nad sobą… Przejdzie mi, jak wszystko; słomiany zapał i strasznie szybkie zmiany poglądów i nastroju to moje dwie najbardziej widoczne cechy. Jak chorągiewka… Eh, beznadzieja, znowu zacznę się nad sobą użalać…

 

nathania : :
sty 19 2004 no to lecimy dalej...
Komentarze: 0

Nadszedł drugi dzień mojej pisarskiej kariery… Należałoby więc może przedstawić się nieco bliżej…

Nazywam się tak i tak, mówią na mnie jeszcze inaczej, pochodzę z nijakiego miasteczka, nudy na pudy, blablabla. To wszystko jest mało ważne, jestem tu w końcu po to, żeby wywracać swoje bebechy i pozwolić żyć mojemu wnętrzu. Najwyższy czas, żeby się dzieciątko usamodzielniło.

Zacznę więc może od tego, że jestem totalnym antytalentem, we wszystkim, począwszy od internetu (co zresztą widać po moim blogu…) skończywszy na bardziej humanistycznych dziedzinach, jak chociażby poezja. Poezja…….Co ja to miałam…Aha, moje antytalenty. Przepraszam, zgubiłam się :) Więc, moje wierszydła-straszydła naprawdę nie powinny ujrzeć światła dziennego, chociaż co prawda, przyznam się do tego… opublikowane są już w internecie:))) No dobra, jestem nienormalna, ale ja naprawdę uwielbiam krytykę. To jest coś, co pozwala mi poczuć się docenianą. Docenianą, bo nie ignorowaną („A najgorzej w życiu to IGNOROWANYM być” R. Riedel vs. Nathania).

Kurde, nawijam tu i nawijam o pierdołach, a życie przelatuje mi koło nosa… Koniec tego dobrego, wychodzę z domu; ściemniło się trochę, pora odpowiednia więc wreszcie do wypełźnięcia wszystkich gadów z kryjówek… Żegnam szanowną publikę, oczekuję rychłego odzewu.

 

Ahia, dzieki za komentarze, nie zdążyłam zerknąć jeszcze na stronki autorów, ale obiecuję zrobić to w niedługim czasie. A wtedy drżyjcie niewierni!

 

nathania : :
sty 18 2004 pierwsze kroki...i nawet htmla nie znam:)
Komentarze: 2

2004-01-18

 

            Zawsze zastanawiałam się, kiedy nadejdzie TEN moment, że i ja, wzorem tysięcy skretyniałych komputerowych maniaków, wystawię publicznie na pośmiewisko moje życie osobiste. Zawsze uważałam się ze normalną osobę, chociaż szczerze mówiąc starałam się usilnie nią nie być, dlatego jestem w głębokim szoku, że zdecydowałam się na ten pamiętnikowy ekshibicjonizm. Może to wina moich ostatnich przeżyć, związanych z odejściem w zaświaty mojego ukochanego przyjaciela – kraba o imieniu Stefan. Był naprawdę wspaniały… Marzycielski (melancholijny, powiedziałabym nawet), zawsze zapatrzony w dal, ze stoickim spokojem przyjmujący wszelkie moje działania związane z czyszczeniem akwarium, gnębiony tęsknotą za wolnością, jak sądzę, i za słońcem (zawsze wciskał się w najbardziej nasłoneczniony kąt akwarium…). ;-(((( Eh, niejedną łezkę uroniłam na jego wspomnienie…

No ale dość tych smętów, najważniejsze, że zdecydowałam się zrobić wreszcie coś dla innych, dostarczając rozrywki tym, którzy uwielbiają karmić się porażkami innych. Ten pamiętnik będzie pełny porażek, zapewniam. Dlatego bierzcie i jedzcie i pijcie, wampiry :-> Niech wyjdzie wam na zdrowie!

 

p.s. Jeżeli ktoś miałby ochotę zjechać mnie już po paru pierwszych wpisach,  gorąco zapraszam, wprost ubóstwiam krytykę!!!

 

nathania : :